14/06/2018

Urządzenia do śledzenia lokalizacji GPS: raj dla cyberkłusowników

Technologie

Często omawiamy zagrożenia dla użytkowników oraz ich urządzeń. Jednak w wyniku kiepsko zabezpieczonego sprzętu ucierpieć mogą nie tylko ludzie. Zdecydowaliśmy się sprawdzić, czy nowoczesne technologie mogą stwarzać zagrożenie dla rzadkich gatunków zwierząt.

Naukowcy od dawna próbują dowiedzieć się więcej na temat życia i zwyczajów dzikich zwierząt. Zaczynali od prymitywnych przedmiotów, takich jak pierścienie z wygrawerowanymi na nich informacjami, ale XX wiek przyniósł nowocześniejsze rozwiązania — przede wszystkim urządzenia do śledzenia współrzędnych GPS (tzw. trackery). Dzięki tym miniaturowym urządzeniom badacze mogą monitorować w czasie rzeczywistym poruszanie się zwierząt.

Kilku wybrańców

Pierwsze trackery tego typu pojawiły się kilkadziesiąt lat temu. W przeciwieństwie do urządzeń stosowanych w latach 90., współczesne odbiorniki GPS są kompaktowe i mogą długo działać na bateriach słonecznych, których nie trzeba wymieniać.

Wysoki koszt dobrych jakościowo, długo działających trackerów GPS ogranicza możliwości ekologów — zwykle wykorzystują je tylko dla członków zagrożonych gatunków. Dane z takich urządzeń służą do badań naukowych, ponadto trackery mogą również działać jako system alarmowy, ostrzegający ekologów, że jakieś zwierzę jest w zagrożeniu.

Czy trackery GPS są dobrze zabezpieczone?

Niestety trackery GPS i konta, na które trafiają wysyłane z nich informacje, można zhakować. Mówiąc dokładniej, dane informujące o lokalizacji zwierzęcia mogą trafić w niepowołane ręce. Tusza rzadkiego gatunku zwierzęcia ma tak wysoką cenę na czarnym rynku, że kłusownicy są gotowi skorzystać z najbardziej kosztownych usług hakerskich.

Chociaż do tej pory nie ma potwierdzonych przypadków zhakowania drogich trackerów GPS, publikowane co jakiś czas raporty opisują ataki na „oznaczone” zwierzęta.

Przyczyna śmierci: popularność

W grudniu 2012 r. obroża z nadajnikiem GPS mogła być jedną z przyczyn śmierci 832F, najbardziej popularnej wilczycy w Parku Narodowym Yellowstone. Ta samica alfa i przywódczyni stada przez 17 lat była obserwowana nie tylko przez zoologów, ale także dziesiątki tysięcy miłośników przyrody.

Niestety jej popularność przyczyniła się do jej śmierci: lokalni myśliwi zlokalizowali 832F i osiem innych wilków wyposażonych w tańsze i mniej zabezpieczone małe nadajniki sygnału radiowego (tzw. beacony). Uważali oni, że zwierzęta te stwarzają zagrożenie dla ich dobytku.

Wciąż nie wiadomo, w jaki sposób udało im się wytropić 832F. Być może myśliwi (którzy pozostają anonimowi) zhakowali noszony przez nią tracker. A być może poznali jej zwyczaje — informacje na temat ścieżek, którymi się przemieszcza,  były dostępne publicznie przez wiele lat.

Oko tygrysa

W 2013 roku w indyjskim rezerwacie Panna Tiger Reserve pojawiła się grupa cyberkłusowników. Wygląda na to, że próbowali oni wytropić młodego tygrysa bengalskiego wyposażonego w obrożę GPS, która co godzinę wysyłała naukowcom informacje na temat jego miejsca pobytu z dokładnością do trzech metrów.

Najpierw przestępcy próbowali zhakować prywatną skrzynkę pocztową szefa programu monitorującego, Krishnamurthy’ego Ramesha. Mimo że zdołali ukraść wiadomości z konta Ramesha, którego używał do otrzymywania informacji o tygrysie, atak nie udał się, gdyż dane trackera były zaszyfrowane.

Zachowaj czujność

Były również inne przypadki, gdy nowoczesne technologie przeznaczone do ochrony zwierząt paradoksalnie zagrażały ich życiu. Można to podsumować stwierdzeniem, że nie ma czegoś takiego jak zbyt duży poziom ochrony, dlatego naukowcy muszą zawsze bacznie przyglądać się kontom używanym do gromadzenia cennych danych i dwa razy przemyśleć, zanim ujawnią publicznie miejsce pobytu zwierzęcia należącego do rzadkiego gatunku, nawet jeśli mają dobre intencje.