03/10/2018

Koniec początku walki z trollami patentowymi

Technologie

W sierpniu i wrześniu musiałem w dużej mierze „pracować z domu”, czego zwykle nie robię. Ponieważ nie mogłem podróżować, udzielać wywiadów czy występować publicznie, a tym samym odpadło mi wiele codziennych obowiązków, miałem sporo wolnego czasu, który poświęciłem na czytanie. Trafiłem na wiele niedobrych wiadomości, ale nie tylko. Szczególnie dobra wspaniała wiadomość dotyczyła walki z trollami patentowymi: sąd okręgowy w Teksasie odrzucił pozew złożony przez firmę Uniloc przeciwko nam za naruszenie patentu nr US5490216. Ten niesławny patent był przedmiotem terroryzowania różnych firm IT od początku lat 2000, a z biegiem czasu w związane z nim sprawy zaangażowała się cała armia prawników, którzy bezlitośnie ogołocili ponad 160 (!) firm – w tym Microsoft i Google.

Jednak na tym nie koniec wspaniałych wiadomości!…

Wspólnymi siłami branża IT doprowadziła do unieważnienia tego patentu z piekła rodem. Jednak szampana wypijemy także dlatego, że krok ten zwiastuje poważną (choć mocno spóźnioną) zmianę w amerykańskim systemie patentowym. Oczywiście podchodzimy do tego na zasadzie „powoli, ale do przodu”; w końcu zmiany — nawet te powolne — są z pewnością lepsze niż ich brak. A szczególnie jeśli mają znaczenie globalne: branża IT może nareszcie zacząć pozbywać się krwiopijców pasożytów patentowych, które tylko utrudniają rozwój technologiczny.

Choć kula śniegowa jeszcze nie nabrała rozpędu, już ruszyła ze wzgórza. Teraz producenci mają większą wolność działania i są chronieni przed prześladowaniem ze strony właścicieli patentów opisujących abstrakcyjne i czasami rażąco oczywiste rzeczy, które w praktyce nawet nie są stosowane lub są używane tylko w celu wyłudzania pieniędzy od producentów podobnych technologii.

Historia patentu ‚216 jest jak dreszczowiec, więc postanowiłem Wam ją przedstawić. Zróbcie sobie kawę (a może lepiej popcorn) i zasiądźcie na chwilę, aby dowiedzieć się, jak to było z tym pasożytem patentowym…

 

Firma Uniloc Corporation została założona w Australii w 1992 r. Wówczas owoce jej działalności były wartościowe i opłacalne – firma zajmowała się produkcją rozwiązań bezpieczeństwa IT. W tym samym roku zdobyła amerykański patent 5 490 216 dla jednej ze swoich technologii zabezpieczających przed piractwem komputerowym.

Kilka lat później firma zajęła się czymś zupełni innym. W 2003 roku powstała sieć oddziałów, których jedynym zajęciem były… nazwijmy to „kwestie związane z licencjonowaniem”. Firma postanowiła się nie patyczkować i pozwała Microsoft za naruszenie patentu ‚216.

Ale najpierw – kilka słów o samym patencie…

Wspomniany patent pokrywa metodę aktywacji oprogramowania, która uniemożliwia używanie kopii danego programu na innym urządzeniu. Inaczej mówiąc, blokuje używanie licencji na dziesiątkach tysięcy komputerów.

Proces aktywacji polega na utworzenia unikatowych identyfikatorów po stronie użytkownika z użyciem takich informacji jak czas, numer seryjny dysku twardego, imię i nazwisko oraz adres użytkownika, nazwa firmy, informacje związane z płatnością itd. Unikatowy identyfikator wykorzystujący ten sam algorytm jest także tworzony po stronie serwera i jest on wysyłany do użytkownika dla porównania; jeśli oba identyfikatory są takie same, oprogramowanie zostanie aktywowane. Wszyscy pozwani zostali oskarżeni o naruszenie tego „opatentowanego procesu”. Prawda jest taka, że wiele firm porównuje skróty różnych danych w celach weryfikacyjnych.

Jednak diabeł tkwi w szczegółach – tych, których pozwani nie sprawdzili dokładnie przez 15 lat. Jeśli tak by się stało, zatrzymałoby to proceder wymuszeń patentowych.

Zatem we wrześniu 2003 r. Uniloc złożył pozew przeciwko Microsoftowi. Sprawa toczyła się przez sześć lat, aż w 2009 roku sąd orzekł na korzyść firmy Uniloc, przyznając jej odszkodowanie w wysokości 388 mln dolarów. Po serii odwołań z obu stron sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego Stanów Zjednoczonych Ameryki dla Okręgu Federalnego. Rozprawa rozstrzygnęła spór obu firm na nieznaną – chociaż bez wątpienia ogromną – kwotę.

Decyzja sądu z 2009 r. stanowiła kluczowy moment w tej operze patentowej. Dała ona firmie Uniloc wizję zyskania wielu dolarów, z której skorzystała, pozywając kolejne firmy z branży IT. Ponadto zdecydowała się uzyskać nowe patenty, przez co stała się znana jako przywódca trolli patentowych (Patent Troll-in-Chief). Po co zajmować się długoterminowymi i poważnymi inwestycjami w badania i rozwój? Przecież w ten sposób można łatwo zarabiać! Zatem miejsce programistów zajęli najlepsi prawnicy patentowi, którzy – postępując zgodnie z szablonem trolli patentowych – zajmowali się wyłudzaniem od branży IT pieniędzy, które mogłyby zostać wydane na rozwój przydatnych produktów i usług.

Wiele kolejnych firm pozwanych przez organizację Uniloc grało na jej korzyść: biorąc pod uwagę dobitny przykład kosztownej porażki Microsoftu, większość wolała karmić trolla nie spotykać się w sądzie. Skoro nie pokonał ich sam Microsoft, my tym bardziej nie damy rady. A ci, którzy podjęli walkę? Zostali ostatecznie straceni. 18 października 2013 r. przyszła kolej na nas — również zostaliśmy oskarżeni o naruszenie praw patentowych.

Osoby, które śledzą mój blog, znają moje wpisy dotyczące naszego podejścia do trolli patentowych i moje motto: Będziemy walczyć z trollami do ostatniej kropli krwi – ich krwi. Rzeczywiście, karmienie trolli nie jest w naszym stylu. Zatem do każdego otrzymanego wezwania o naruszenie patentowe podchodzimy spokojnie i wyjaśniamy, aż zwyciężymy. (A ostatnio doszliśmy do wniosku, że lepiej jest zaatakować trolle zawczasu, aby zniszczyć je w zarodku, zanim wpadną na pomysł wysłania nam roszczenia o naruszenie praw).

Ta sprawa nie jest wyjątkiem, więc wzięliśmy się do pracy…

Przejrzeliśmy całą dokumentację patentową i odkryliśmy znaczące różnice między naszą technologią a tą opatentowaną. Cierpliwie przeszliśmy wszystkie etapy postępowania sądowego, ostrożnie dobierając możliwe ruchy, odpowiednio przygotowując własną argumentację i dostosowując się do sytuacji. Równocześnie rozpoczęła się procedura prawna, której celem było unieważnienie patentu w Urzędzie Patentów i Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych. Sytuacji sprzyjał fakt, że w 2011 r. weszła w życie ustawa federalna Leahy-Smith America Invents Act wprowadzająca kilka bardzo dobrych zmian legislacyjnych w systemie patentowym.

Później (we wrześniu 2012 r.) na mocy tej samej ustawy America Invents Act powstały dwie ważne nowe procedury kwestionowania ważności patentu w organie administracyjnym o nazwie Patent Trial and Appeal Board (PTAB): procedura „Inter Parties Review” (IPR), zgodnie z którą podmiot zgłaszający patent (strona kwestionująca ważność patentu) jest w stanie udowodnić „racjonalne prawdopodobieństwo”, że dany patent jest nieważny; oraz procedura „Post Grant Review” (PGR) mająca na celu unieważnienie patentów wydanych w ciągu ostatnich 9 miesięcy, jeśli wnioskodawca patentowy jest w stanie udowodnić ich nieważność jako „bardziej prawdopodobną” (niestety te semantyczne osobliwości ustawodawstwa amerykańskiego czasami są kłopotliwe).

W porównaniu ze standardowymi – sądowymi – procedurami w sporze o patent te nowe zasady postępowania są znacznie szybsze (trwają około 1 zamiast 2,5 roku), tańsze (250 tys. dol. zamiast 1,5-2 mln. dol.) i – co najważniejsze – prostsze i bardziej profesjonalne: w ramach procedur IPR/PGR decyzje podejmują zawodowcy ds. patentów, a nie grono arbitrów; formuły patentowe są sprawdzane dokładniej (chociaż informacje związane ze stanem techniki są ograniczone tylko do patentów i publikacji drukowanych); i wreszcie mają niższy poziom argumentacji („prawdopodobieństwo”).

Pewnie teraz myślicie, że te nowe mechanizmy regulacyjne bezpowrotnie zamknęły drogę trollom patentowym. Nie tak szybko!…

W praktyce okazało się, że obie procedury są dosyć skomplikowane; dodatkowo były one nowe i niesprawdzone, wobec czego korzystanie z nich zajmowało początkowo sporo czasu, a efekty nie były łatwe do przewidzenia. Niemniej jednak wiele firm postanowiło z nich skorzystać do unieważnienia patentów, co przyniosło pozytywne skutki: trolle patentowe zostały zaatakowane na wszystkich frontach i z różną argumentacją, co znacząco zwiększyło szansę powodzenia. A mówiąc o powodzeniu… w 2016 r. niesławny patent ‚216 wreszcie zdobył zasłużony status nieważnego!

Pozwani udowodnili przed organem PTAB, że zgodnie z zasadą pierwszeństwa patent ten powinien mieć datę amerykańskiego zgłoszenia (21 września 1993 r.), a nie nieprecyzyjną datę australijskiego zgłoszenia (aby uzyskać patent w Stanach Zjednoczonych, można wykorzystać pierwszeństwo patentu lub wniosku złożonego w innym kraju). Dlaczego? Bo w tym przypadku zgłoszenia w Australii i Stanach Zjednoczonych nie były takie same — w australijskim nie podano stosownych kluczowych elementów (a za ich naruszenie oskarżono firmę Microsoft)! Później zaprezentowano wcześniejszy patent obejmujący metodę generowania unikatowych identyfikatorów służących do ochrony przed piractwem komputerowym, co ostatecznie unieważniło patent ‚216.

Pewnie myślicie, że na tym koniec historii…

Prawnicy patentowi musieli czekać kolejne dwa lata na decyzję w sprawie odwołania się firmy Uniloc oraz decyzję Sądu Najwyższego, do którego trolle zwrócili się z wnioskiem o zbadanie, czy nowe procedury unieważnienia patentów nie łamią zasady konstytucyjności! Ale wszystko dobre, co się dobrze kończy…

Odwołanie zostało odrzucone a Sąd Najwyższy potwierdził konstytucyjność procedur PTAB. Zatem tak – nareszcie! Wierzę, że stopniowo zmierzamy w kierunku nowej ery patentowej. Ery zorientowanej na ochronę własności intelektualnej prawdziwych wynalazców, producentów i firm technologicznych, co da nam prawdziwy postęp w obszarze innowacji. Erę, w której obowiązywać będą nowe, jasne zasady ochrony technologii – bez abstrakcyjnych czy oczywistych pomysłów i algorytmów (czapki z głów dla precedensu Alice). Teraz „zdolność patentowa” wynalazków to coś więcej niż zarys abstrakcyjnych pomysłów.

Te nowe osiągnięcia i praktyki w branży patentowej przynoszą tak potrzebną od dawna pewność: wreszcie parodia sprawiedliwości, która dotyczyła „trolli patentowych”, dobiegła do końca. Ale czy do samego? Zobaczymy…

Tymczasem dzisiejszy post zakończę cytatem Winstona Churchilla, który dokładnie odzwierciedla obecny stan sporów w świecie patentów: To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku.