06/09/2016

Czatboty: nasi nowi władcy

Zagrożenia

Ludzie wolą pisać niż rozmawiać: około 65% z nas woli odbyć długą i męczącą korespondencję przez Whatsapp niż zadzwonić na minutę lub się spotkać. Piszemy podczas prowadzenia samochodu, nawet gdy mamy świadomość płynących z tego niebezpieczeństw, a jeśli chodzi o świętowanie tradycji: wprawdzie z rodziną spotykamy się przy stole, ale z innymi coraz częściej piszemy.

dangerous-chatbots-featured

Zwyczajnie za dużo się dzieje: mamy zbyt wiele osób do rozmowy i zbyt wiele kontaktów do utrzymania — łatwiej jest żyć jak cyfrowy introwertyk, utrzymując stosunki międzyludzkie we własnym tempie; wówczas nie trzeba marnować energii na rozmowy w prawdziwym świecie, w którym nie wiesz, jak je rozpoczynać lub jak kończyć, gdy w dodatku nie chce Ci się wyjaśniać, że zwyczajnie nie jesteś w nastroju.

Komunikacja elektroniczna zyskuje na popularności, nic więc dziwnego, że w naszym świecie pełno jest czatbotów, czyli wirtualnych asystentów. Czasami zastępują one firmę w świecie rzeczywistym, czasami mają pełnić określone funkcje. Zapotrzebowanie na czatboty rośnie w przypadku stron firmowych: są to pracownicy, których nie musisz traktować dobrze, nie mają emocji i robią dokładnie to, na co zostały zaprogramowane. Temat czatbotów zrobił się popularny, gdy platforma botów Telegram zdobyła pełnowymiarowy interfejs API. Od tamtej chwili tworzeniem czatbotów zajęło się wiele firm: powstawały boty do obsługi klientów, świadczące pomoc techniczną, szkoleniowe, informacyjne, pornograficzne…

Nasuwa się pytanie, czy ludzie naprawdę potrzebują tak wielu czatbotów oprócz prawdziwych ludzi? Jesteśmy dosyć skomplikowani: czujemy empatię nawet wtedy, gdy mamy do czynienia z czymś, co jest martwe z założenia — Twoje auto może mieć płeć, iPhone nazwę itd.

Jeśli chodzi o czatboty, wydaje się, że w kontakcie z nimi kierujemy się swoimi emocjami i w jakiś sposób zaczynamy postrzegać je jako istoty żywe, nadając im osobowość, której nie mają. To zjawisko nie jest niczym nowym — tak samo jest na przykład z Apple Siri, matką smoków nowoczesnych botów.

Pomyślmy o możliwościach. Załóżmy, że boty to nowy trend i każda firma na świecie stworzy jednego lub dwa — lub sto, czyli po jednym na każde marketingowe działanie. Tak właśnie już się dzieje.

Jak będzie wyglądał ekosystem? Ogromne listy kontaktów składające się w większości ze sztucznych połączeń, a w mniejszości z prawdziwych ludzi. Czatboty będą do Ciebie mówić, wysyłać Ci emotikony, naklejki, zabawne zdjęcia kotów i odnośniki. Ale nie oszukujmy się — nauczą się także Twojego zachowania i zrobią wszystko, aby sprzedać Ci to, co zechcą ich właściciele.

Tak sie dzieje, gdy futurystyczną technologią zarządza mentalność ze starej szkoły. A to dopiero początek góry lodowej: problemem są też kwestie związane z cyberbezpieczeństwem. Czatboty są kopalnią złota dla ludzi używających socjotechniki i przestępców — analizują one zachowanie ludzi i uczą się na nim.

Phishing, programy żądające okupu, kradzież danych uwierzytelniających, tożsamości i kart kredytowych — wszystko to hakerzy będą mogli znacznie łatwiej zdobyć, gdy w ich ręce wpadnie to narzędzie potrafiące rozmawiać z ludźmi. Ściągnie ono na ofiary kłopoty, wykorzystując odpowiednie wzory zachowania: zainfekowany bot może powiedzieć Ci dokładnie to, co chcesz usłyszeć, i dokładnie wtedy, kiedy chcesz to usłyszeć, przez co trudno jest mieć podstawy do podejrzeń.

A są to dopiero początki hakowania, bo najgorsze techniki zostaną dopiero wymyślone. Pomyśl o duplikowaniu tożsamości: gdy mówisz do cyberbota, on szybko się uczy, a przy odpowiednim skonfigurowaniu go może nie tylko nauczyć się skuteczniejszego mówienia do Ciebie, ale także skopiować Twoje zachowanie i użyć go w rozmowie z kimś innym. Tak postępuje postępuje czatbot w aplikacji do komunikowania się firmy Google.

Co może zrobić szkodliwy bot, który uzyska dostęp do Twoich danych uwierzytelniających i będzie potrafił imitować Twój sposób porozumiewania się? Wyobraź sobie konto bankowości mobilnej lub firmowy system do komunikacji, typu Slack lub Lync: w tym miejscu mogą urzeczywistnić się pewne aspekty fantastyki naukowej.

Zastanów się — czy potrzebujemy ich?

Moim zdaniem nie. Nie twierdzę, że boty są całkowicie złym pomysłem, ani że są skazane na porażkę. Wręcz przeciwnie! Chociaż jestem absolutnie pewny, że dopóki technologia jest wolna od ograniczeń ciała człowieka, nie potrzebujemy ich setek. Wszystko może załatwić jeden bot — zapewnić wsparcie techniczne, porozmawiać z Tobą, zarządzać Twoimi spotkaniami i wiele innych. Wierzę, że osobisty asystent uczący się maszynowo jest całkowicie opłacalny i ma ogromny potencjał, zarówno z punktu naukowego, jak i ekonomicznego.

Tutaj pojawia sie kolejne „ale”, może jeszcze bardziej kłopotliwe niż to związane z cyberbezpieczeństwem. Dzisiaj tylko pięć firm na całym świecie może utworzyć „bota ogólnoświatowego” i czerpać z tego korzyści: Apple, Google, Microsoft, Amazon i Facebook.

Firmy te przetwarzają duże zbiory danych (ogromne!), co pomaga im utworzyć dowolnego bota, najlepszego w swojej klasie. Mając dostęp do petabajtów danych osobistych, boty tych firm będą najbardziej inteligentne i najlepiej dostosowujące się do rozmówcy, bo będą się uczyć dokładne i szybko. Jesteśmy zaledwie beta testerami dzisiejszych czatbotów, będących przodkami zaawansowanej technologii.

Niestety czatboty nie są po to, by rozmawiać — to ich funkcja, ale nie cel. Zatem jaki jest ich cel? Masowe badania marketingowe, które ostatecznie będą bardzo dochodowe dla zaledwie kilku działalności — jedną z nich będzie cyberprzestępczość.