18/02/2016

CES 2016: innowacje dla każdego bez żadnych kosztów

Informacje

Tegoroczne i zarazem największe na świecie Targi Elektroniki Użytkowej (ang. Consumer Electronics Show, CES) odbyły się na początku stycznia. Wydarzenie to zazwyczaj wskazuje kierunki rozwoju i trendy na najbliższy rok dotyczące elektroniki domowej, nowych technologii i oprogramowania.

ces-2016-drone

Nie będę opowiadać o nowinkach i gadżetach zaprezentowanych na CES-ie 2016 – od tego są inne serwisy. Na tegoroczne targi udałem się po to, aby sprawdzić, w jakim kierunku zmierza ludzkość, a także aby zorientować się co do bezpieczeństwa przyszłości, która będzie nierozerwalnie połączona z Siecią.

Oceniając tegoroczną wystawę, ludzkość nie zrobiła zbyt dużego postępu. Mimo że na wielu stanowiskach bannery informowały o „innowacji”, w rzeczywistości było ich raczej niewiele. W moim odczuciu pojęciem „innowacja” można określić jakieś urządzenie lub przedmiot wtedy, gdy na pytanie „Co to jest?” nie jesteś w stanie odpowiedzieć, bo jest on niespotykany i niepowtarzalny. Ponadto prawdziwej innowacji nie da się łatwo opisać.

I to jest właśnie to uczucie, gdy mam chip wszczepiony pod skórę. To było coś nowego! Ale bądźmy szczerzy: drony, wirtualna rzeczywistość, inteligentny samochód czy lodówka połączona z siecią Wi-Fi nie są niczym nowym. Nie staram się bagatelizować tych wynalazków, lecz stwierdzam fakt, że nie są one dzisiaj już czymś zaskakującym. Z drugiej strony brak innowacyjnych technologii na tegorocznym CES-ie ułatwił mi wyodrębnienie najważniejszych trendów na rynku.

„Inteligentne” samochody

Jednym z najważniejszym trendów sezonu, a może i największym trendem tegorocznego CES-a, są inteligentne samochody. Kilka lat temu samosterujące się oraz wyposażone w rozmaite oprogramowanie pojazdy były jedynie ideą przewijającą się w rozmowach innowatorów. A dzisiaj? Wszyscy czołowi producenci samochodów, tacy jak Ford, Volvo i Mercedes, zaprezentowali własne wersje takich samochodów, które są już niemalże gotowe do masowej produkcji. Wymienione powyżej firmy zgadzają się w jednym stwierdzeniu: nowa generacja samochodów będzie miała ogromne możliwości do podejmowania autonomicznych decyzji w prawie każdym zakresie funkcjonowania auta.

Gąszcz rozmaitych czujników przedstawi precyzyjniejszy obraz sytuacji na drodze, wewnątrz samochodu, a także pod maską. Pomogą przewidzieć praktycznie wszystko — od tras po sytuacje kryzysowe. Pomocne dane mogą zostać naniesione bezpośrednio na przednią szybę (za pomocą specjalnego wyświetlacza), deskę rozdzielczą lub ekran wbudowanego systemu informacyjno-rozrywkowego. Aby nie rozpraszać kierowcy, system będzie sterowany głosem. Technologia ta została już wdrożona przez Forda w jego systemie Sync 3.

Konkurencja szybko podąża za liderem: Volvo obiecało szybko sfinalizować misję swoich samosterujących się samochodów — i to nie tylko dla poprawienia komfortu, ale przede wszystkim bezpieczeństwa jazdy. Firma BMW wyraźnie „zawłaszczyła” sobie pozycję lidera motoryzacyjnego na targach CES: zastosowała w swoich pojazdach najlepsze technologie, aby wyglądały tak, jakby pochodziły z XXIII wieku. Zastosowana w autach elektronika, począwszy od podstawowych funkcji po przełomowy komputer podróży, który może nawet wykryć, że zapomniałeś kluczy i musisz otworzyć swój samochód za pomocą smartfona, sprawia niesamowite wrażenie. Jednocześnie to nowe BMW ma wiele obszarów, które mogą zostać zaatakowane przez hakerów. Biorąc pod uwagę ich oryginalność, mogą być trudne do naprawienia.

ces-2016-bmw

Ogólne wrażenia z tego wyścigu nowoczesnej technologii są dwojakie. Z jednej strony producenci samochodów oferują systemy, które mają na celu zwiększenia bezpieczeństwa na drogach i pomoc kierowcy na drodze, jeżeli np. zaśnie przy kierownicy. Ale dobrze wiemy, że nie istnieją systemy, których nie można zhakować. Mechanizmy oparte na oprogramowaniu, komputerach i zaawansowanych obliczeniach (jak te przeznaczone do zapewnienia lepszego bezpieczeństwa) mogą zostać zhakowane i poddane zewnętrznej ingerencji. Oznacza to, że ogólny poziom bezpieczeństwa w samochodach przyszłości będzie wysoki, ale jeśli atakujący będzie chciał jakiś zhakować, będzie miał wiele opcji do wyboru, bo w pojazdach takich zwyczajnie istnieje sporo takich punktów.

Jeżeli chodzi o autonomiczne pojazdy, trend ten wzbudza wiele kontrowersji. Koncepcja samokierujących samochodów będzie najlepiej się sprawdzać, gdy będzie ich więcej (zostanie odrzucony czynnik ludzki). Tylko wtedy wszystkie zasady będzie można ujednolicić i wymusić ich przestrzeganie przez wszystkich. Dopóki ludzie będą woleli kierować samodzielne, wypadki będą się zdarzać — ludzie są z natury nieprzewidywalni i mają skłonność do popełniania błędów.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której głośno się nie mówi, a która skłania do przemyśleń. W samych Stanach Zjednoczonych pracują setki tysięcy taksówkarzy, a na całym świecie są ich miliony. Gdy na rynku pojawią się robopojazdy (prognozuje się, że główni producenci samochodowi zaczną masową produkcję w 2020 roku), ludzie ci zaczną tracić pracę. A to grozi przewrotem społecznym oraz wieloma nieprzyjemnymi konsekwencjami, które nie zostały jeszcze dobrze przeanalizowane.

Rzeczywistość wirtualna

Innym popularnym trendem jest rzeczywistość wirtualna; widziałem tuziny firm, które do niej w jakiś sposób nawiązywały. Niektórzy oferowali spacer po Marsie (oczywiście bez asysty Marka Watneya, ku mojemu przerażeniu), inni prezentowali systemy rzeczywistości wirtualnej dla edukacji, ale większość producentów wykorzystała ją do gier.

Według mnie najlepszą prezentację miała firma Sony ze swoim PlayStation VR. Ludzie ustawiali się w długich kolejkach, aby nałożyć specjalny hełm, chwycić dwa kontrolery i poczuć się jak na prawdziwej wojnie – biegając i strzelając do przeciwników. Wyglądało to dość imponująco. W pewnej chwili w grze rzucany był niedopałek papierosa — każdy próbował zrobić unik. Jedna z kobiet zwymiotowała na scenę, więc ostrzeżenie, że nasze zmysły traktują rzeczywistość wirtualną jak prawdziwą, jest jak najbardziej zasadne.

ces-2016-sony

Samsung również skoncentrował się na rzeczywistości wirtualnej i zaprezentował nowy projekt wirtualnego kina wyposażonego w kilka rzędów siedzeń, w którym ekran zastąpiony był przez indywidualne hełmy VR. Możesz usiąść i robić to, na co masz ochotę — obejrzeć film lub wziąć udział w wirtualnej wycieczce po galerii gdzieś na drugim końcu świata.

Rzeczywistość wirtualna jest bardzo obiecująca. Jako doświadczony gracz uważam, że miliony ludzi ochoczo zamieniłyby prawdziwy świat na wirtualny, jeżeli byłby on przedstawiony wystarczająco realistycznie.

Jednak z drugiej strony możemy przygotować się na drugi etap ludzkiej izolacji. Nie przekonuje mnie, gdy firmy mówią, że rzeczywistość wirtualna to „nowa i przełomowa” jakość w takich dziedzinach jak nauka, edukacja czy sztuka. Ci, którzy interesują się sztuką i chcieliby poznawać oraz kontemplować dzieła Van Gogha, nie muszą wcale używać technologii rzeczywistości wirtualnej. I nie jest to kwestia dotycząca samej formy, ale motywacji. Jeżeli chodzi o przemysł rozrywkowy, to bez wątpienia technologia rzeczywistości wirtualnej zapewni nową erę rozrywki.

Drony

W ubiegłym roku dominującym trendem były drony: na targach można się było z nimi zetknąć na każdym kroku. Jednak w tym roku stoiska, na których wystawiane były te urządzenia, cieszyły się znacznie mniejszą popularnością. Moją uwagę zwróciło kilka faktów.

Pierwszy to pojawienie się dronów policyjnych. Możemy śmiało powiedzieć, że rok 2016 można przyjąć jako początek prawdziwej historii Terminatora i Robocopa. Gdy moim oczom ukazał się policyjny dron, przypomniała mi się legendarna scena i słowa ED-209: „Dziękuję za współpracę”.

Izrael od dawna używa robotów i dronów w swoim sektorze obronnym. Wciąż nie wiadomo, kiedy drony zagoszczą na stałe w ekwipunku policji i sił zbrojnych w innych krajach, jednak najwyraźniej jest to jedynie kwestia czasu. Gdy ten trend zacznie się rozwijać, zapewne niebawem ujrzymy wojskową wersję ED-209 wzbogaconą o geny rottweilera.

Drugi kierunek rozwoju dronów zmierza do ich zdolności do transportowania ludzki. Istnieje tylko jedna firma, Ching Ehang, której udało się zaprezentować taką koncepcję. Trzeba przyznać, że jest ona bardzo fascynująca, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę ewolucję samosterujących się samochodów, o których pisałem wyżej.

Drony powietrzne nie zakładają żądnego zaangażowania ze strony pasażera. Podróżujący człowiek może po prostu wybrać predefiniowaną lokalizację na mapie, przycisnąć przycisk, a następnie wygodnie usiąść i zrelaksować się. Twórcy obiecują, że obecny model drona jest już gotowy do przetransporotwania pasażera o maksymalnej wadze 110 kg na odległość aż 16 kilometrów w około 20-25 minut.

W przeciwieństwie do samochodów autonomicznych bezzałogowe statki powietrzne napotykają na swojej drodze znacznie mniej problemów regulacyjnych: branża ta jest stosunkowo młoda, więc od początku można wprowadzić ujednolicone regulacje i wymogi dla wszystkich. Jednocześnie ogromnym wyzwaniem pozostaje bezpieczeństwo tych maszyn. Dzisiejsze drony potrafią często spadać z wielu powodów: „nieoczekiwane” rozładowanie baterii, niska temperatura na zewnątrz, utrata sygnału lub bez wyraźniej przyczyny.

Jeżeli dron ma przewozić pasażera, powyższe sytuacje będą musiały zostać całkowicie wyeliminowane. Według producentów udało się już znacznie wyeliminować zbędne funkcje i stworzyli oni m.in. protokoły awaryjnego lądowania. Niemniej jednak ich deklaracje powinny zostać udowodnione, a jedynym wiarygodnym dowodem są twarde statystyki dotyczące bezawaryjnych lotów.

Internet Rzeczy (Internet of Things, IoT)

Internet Rzeczy jest dosyć złożoną kwestią. Tegoroczne targi CES obfitowały w urządzenia, które można uznać za te z dziedziny IoT. Co ciekawe, odniosłem wrażenie, że nikt do końca dobrze nie rozumie, jaka jest właściwie idea takich urządzeń.

Obecnie każdy jest kuszony możliwością posiadania szerszej wiedzy na temat otaczającego nas środowiska oraz wykorzystania tych informacji to stworzenia efektywniejszych usług. W praktyce oznacza to, że producenci umieszczaliby sensory niemal wszędzie: w zamkach drzwi, na ruchomych schodach, w żarówkach, testach ciążowych, pigułkach, na nadgarstkach, w samochodach, psach, dzieciach …

Zauważyłem jeszcze jeden mniejszy trend: „inteligentne” lodówki.  Jeżeli dobrze pamiętam, to przewidywania dotyczące cyfrowych domów były jednym z czołowych tematów ostatnich lat. Oczywiście przewijała się w nich również lodówka podłączona do internetu, która samodzielnie zamawia niezbędne produkty wprost do domu… No cóż, można śmiało napisać, że wreszcie się tego doczekaliśmy. A przynajmniej w pewnym sensie. Samsung zaprezentował szereg „inteligentnych” lodówek, wyglądających jakby zostały wyjęte z filmów fantastycznonaukowych. Każda z nich została wyposażona w wyświetlacz z listą zakupów produktów spożywczych oraz propozycjami jadłospisu.

Nie będę się wypowiadał w imieniu innych, ale mnie nie podoba się wprowadzanie numeru swojej karty kredytowej do oprogramowania lodówki. Nie spędzam zbyt dużo czasu w domu, a — powiedzmy to wprost — lodówka z pewnością nie jest jak Fort Knox, więc obejście jej zabezpieczeń to tylko kwestia czasu. Osobiście wolałbym również kupować urozmaicone produkty spożywcze, a nie trzymać się stałej listy, nawet jeśli będą one dostarczane prosto do mieszkania. A może po prostu jestem staroświecki i sentymentalny? Uczestnicy z Chin chwalący się opaskami z napisem „Buyers” z pewnością nie pozostawili lodówek bez zainteresowania (a może byli po prostu bardzo głodni, nie mam pojęcia).

Myślę, że dzisiejsza branża IT jest „pozytywnie zmieszana”. Internet Rzeczy nie jest celem, jest narzędziem. I nie jest to instrument do zmieniania przyszłości, a maszynka do zarabiania pieniędzy. Jeżeli spojrzysz na IoT z tej perspektywy, stanie się to dla Ciebie zadziwiająco jasne: im więcej firma X będzie wiedzieć o swoim użytkowniku Y, tym bardziej efektywnie będzie w stanie sprzedawać mu kolejne usługi.

Jeżeli to jest prawdziwy cel, to wszystko pójdzie zgodnie z planem: na CES 2016 byliśmy świadkami pojawienia się wszystkiej maści czujników mierzących prędkość, wilgotność, ruch, oznaki życia itp. Niestety jako użytkownik nie widziałem ani jednego urządzenia IoT, które byłoby naprawdę przydatne dla mnie jako konsumenta.

Widziałem maskę snowboardową firmy Oakley, która wyświetla prędkość oraz strumień z kanałów społecznościowych, a zatem w zasadzie rozprasza fana białego szaleństwa i pozbawia go głównej idei uprawiania tego sportu: przyjemności z jazdy. Widziałem dziesiątki urządzeń mierzących tętno i ciśnienie krwi. Jednak to zdrowe odżywianie i odpowiedni styl życia wpływa na samopoczucie człowieka, a nie sama świadomość wysokości swojego tętna.

Ogólnie rzecz biorąc, te wszystkie inteligentne testy ciążowe czy fitnessowe urządzenia do pomiaru, wraz z inteligentnymi prysznicami itp. wywołują we mnie powoli uczucie złości. Rynek zalewają różne urządzenia gromadzące wiele informacji osobistych i prywatnych. My, użytkownicy, powinniśmy mieć tylko jeden przycisk: „Zgadzam się” i trzymać kciuki za to, aby firmy grały fair i nie nadużywały informacji na nasz temat.

Jest to jednak złudna nadzieja: dla większości, o ile nie dla wszystkich producentów dane te będą traktowane jako największa zaleta. Żadna z firm, z którymi miałem okazję rozmawiać na CES-ie, nie traktuje priorytetowo bezpieczeństwa danych. Co więcej, „bezpieczeństwo” i „prywatność” nie znalazły się na żadnym etapie ich misji. Tymczasem wszystkie będą z pewnością osiągać coraz wyższe przychody z tytułu posiadania tych informcaji.

Cóż… Miejmy nadzieję, że ta ignorancja nie doprowadzi ani nas, ani ich w kryzysowe sytuacje – zapamiętajcie to inteligentne lodówki!