17/03/2015

BionicManDiary, część 2 — Czip zaczyna wędrować w nocy

Informacje Porady

W trakcie pierwszych dwóch tygodni obcowania z bioczipem przemyślałem sobie wiele rzeczy. Dodatkowo motywowała mnie lawina pytań od ludzi. Dziwne, niby zostajesz sam ze swoimi myślami i troskami, a tak naprawdę nieustannie jesteś bombardowany pytaniami i sugestiami, żyjesz tym, jesteś w centrum dyskusji o wszystkich aspektach eksperymentu. Czasami pytania poruszają całkiem poważne sprawy, na przykład mój komfort emocjonalny czy kwestie religijne.

Nigdy nie żałowałem tego, co zrobiłem. A nawet przeciwnie: liczba pytań i ich zróżnicowanie tematyczne udowodniły mi, że nasza inicjatywa była trafiona – bo tak naprawdę cała ta technika jest przecież kontrowersyjna. Aby w prawdziwym życiu nie powtórzyć scenariusza „Łowcy androidów”, musimy poważnie zaktualizować, ponownie zdefiniować i poprawić tę technologię.

Najpierw poruszę temat kształtu czipa. Pierwszą rzeczą, do której trzeba się przyzwyczaić, jest wyczuwanie jego obecności pod skórą.

Nie czuję go często. Być może ten fragment ciała – pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym – jest słabo unerwiony, a może operacja była przeprowadzona tak sprawnie, w każdym razie czip chyba czuje się jak w domu, przebywając ukryty w małym fałdzie skóry.

Czasami jednak czuję go dość dobrze: na przykład gdy podnoszę ciężkie rzeczy typu hantle czy artykuły spożywcze. Wtedy czip przesuwa się o kilka milimetrów w stronę palca wskazującego.

Czasami rano okazuje się, że czip jest w innym miejscu. Nie jest to nic złego, ponieważ maksymalna odległość, jaką może przebyć, jest ograniczona średnicą niklu.

Po przeżyciu kilku tygodni z czipem muszę stwierdzić, że jakkolwiek fantastyczny jest ten pomysł (w następnym poście wskażę wszystkie jego zalety, które zauważyłem już na początku eksperymentu), to jednak pierwszą rzecz, jaką musimy zmienić — i to radykalnie! — jest jego kształt.

Ogólnie dzisiejsze bioczipy wyglądają tak:

1_EN

Pojemnik jest zrobiony z biokompatybilnego, gładkiego i wytrzymałego szkła klasy USP, który nie wchodzi w interakcję z ciałem. Przechowuje on mały obwód zawierający podstawowe funkcje logiczne: blok odczytu/zapisu i blok pamięci, który jest aktywowany w polu odbiornika RFID.

Oznacza to, że czip działa jedynie wtedy, gdy znajdzie się w niedużej odległości od specjalnego obiektu, jak np. bramka płatnicza metra lub czytnik kart kredytowych.

Ogólnie działa świetnie. Chociaż obecna forma sprzyja bezszwowemu wprowadzaniu przedmiotu do ciała, to jeśli chodzi o jego długą obecność pod skórą – nie jest to rozwiązanie idealne.

Gdzie umieścić czip, według da Vinci

Miejsce pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym okazało się nie być najlepsze do umieszczenia czipu, ponieważ w praktyce codzienne korzystanie z niego nie jest wygodne. Na przykład przechodząc przez bramkę płatniczą metra, intuicyjnie chciałbym wykonać gest przeciągania lub dotknąć czytnika dłonią czy nadgarstkiem.

Wszystko powinno się konstruować w sposób możliwie najprostszy, ale nie uproszczony

Już jakieś tysiąc razy korzystałem z wielu różnych czytników i z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że bionika powinna iść taką drogą jak aplikacje mobilne – przechodzić testy użyteczności i oferować okresy próbne dla użytkowników. I tutaj najbardziej pasuje mi powiedzenie Alberta Einsteina: „Wszystko powinno się konstruować w sposób możliwie najprostszy, ale nie uproszczony”.

Jeśli chodzi o mój czip, to aby uzyskać akceptację różnych czytników, trzeba kręcić ręką w różne strony, co jest mało komfortowe. Czip powinien być umieszczony w sposób, który umożliwia wygodną interakcję z każdym urządzeniem znajdującym się tuż przed naszymi oczami albo na odległość wyciągniętego ramienia. Myślę, że stary da Vinci już coś na ten temat wiedział, tworząc swojego Człowieka witruwiańskiego.

davinci-man

Gdy chodziłem w metrze, w biurze oraz w centrach handlowych (czip wciąż nie może służyć jako środek dostępu, ale czytniki reagowały na jego obecność, co wywoływało zdziwienie) znalazłem miejsca, które idealnie nadawałyby się na wszczepienie czipa.

Najbardziej optymalnym miejscem jest centralna część zewnętrznej powierzchni dłoni. Wówczas osobie noszącej wygodnie byłoby odblokować wiele rodzajów zabezpieczeń, płacić w terminalach POS, używać smartfonów i tabletów, a także płacić w bramkach transportu publicznego (przynajmniej takich jak są w autobusach, nie jak tych w metrze).

4_EN

Drugim miejscem jest brzeg dłoni, a dokładniej jej fragment między najmniejszym palcem i nadgarstkiem: jeśli zaciśniesz palce w pięść, zobaczysz mały fałd, w którym mógłby znajdować się czip.

Kolejne miejsce znajduje się pomiędzy kostkami. W tym przypadku aby doszło do interakcji z czytnikiem, należałoby go delikatnie uderzyć, co jest dość intuicyjnym odruchem.

W rzeczywistości nie ma tu idealnego rozwiązania. Aby miejsce lokalizacji czipa było uniwersalne, musielibyśmy zunifikować wszystkie czytniki na naszej planecie.

A nawet wtedy nie byłoby łatwo. Ludzi różnią się między sobą: wzrostem, są lewo- lub praworęczni, mogą mieć problemy z kończynami, albo nawet nie mają ich wcale.

Aby zaspokoić wszystkie potrzeby ludzi, moglibyśmy wszczepiać różne czipy, które służyłyby do interakcji i wykonywania zadań (jak mała sieć LAN) lub mogłyby działać w obszarze większym niż kilka centymetrów.

Technicznie rzecz biorąc, bardziej prawdopodobna jest druga opcja, ale wiąże się ona z dodatkowymi zagrożeniami: przy użyciu anten typu Yagi potencjalny atakujący mógłby uzyskać zdalny dostęp do danych wymienianych między czipami — jest to często stosowane do hakowania za pośrednictwem Bluetootha (tzw. bluesniping).

Jako człowiek noszący w swojej ręce czip, opowiadałbym się za pierwszą opcją. Zapytany przed implementacją, wybrałbym właśnie ją.

Bioczip musi się zakorzenić

Ale lokalizacja czipu to tylko część większego problemu. Wspominałem już o podróżach czipu pod moją skórą. To także musi zostać rozwiązane. Połączyłem wszystkie moje umiejętności związane z zarządzaniem produktem oraz Teorię Rozwiązywania Innowacyjnych Zagadnień i wymyśliłem:

2_EN

Aby bioczip stał się całkowicie przyjazny dla nosiciela, musi mieć inny kształt i musi być dostosowany do potrzeb użytkownika. Tutaj główne wymagania różnią się w zależności od samego czipa:

  • przed i podczas procesu implementacji,
  • po implementacji,
  • przed wyciągnięciem (w sytuacji gdy nosiciel z jakiegoś powodu zdecyduje się go usunąć).

W pierwszym przypadku czip powinien być jak najbardziej gładki i kompaktowy, aby wejść pod skórę tak delikatnie, jak to tylko możliwe, oraz być absolutnie niewyczuwalny, gdziekolwiek zawędruje. Czip powinien także pozostawać w trybie uśpienia oraz dezaktywacji.

Po implementacji tego małego ciała obcego użytkownik musi mieć możliwość wykonania dwóch zasadniczych rzeczy. Pierwszą z nich jest dosłowne połączenie się z nim: jedynym sposobem, aby czip był wprowadzany bez konieczności szycia i równocześnie nie przesuwał się pod skórą, jest jego prawdziwe zakorzenienie się w ciele użytkownika.

Aby tak się stało, z biegiem dni czip musi zapuszczać bardzo cienkie „korzenie”, dzięki którym ustabilizuje się w żywym organizmie i stanie się jego integralną częścią. Poza tym mogą one dostarczać mu energię lub umożliwiać połączenie z układem nerwowym.

3_EN

Jednak może nadejść czas, gdy użytkownik będzie chciał usunąć czip – nieważne, czy z konieczności aktualizacji do bardziej wyszukanego lub bardziej aktualnego czipu, czy z powodu paranoi napędzanej technofobią. W takim przypadku człowiek powinien mieć możliwość natychmiastowego zaszyfrowania moich osobistych danych i wysłania ich do chmury. I wtedy czip powinien zostać zniszczony: najpierw poprzez pozbawienie „korzeni”, a następnie przekształcenia się w jakąś gładką substancję, którą z łatwością można by wyjąć domowym sposobem.

Mam jeszcze inny pomysł: takie czipy mogłyby się po prostu rozpuścić tuż po dezaktywacji.

Wymaganie drugie: symbioza

Jedno z najbardziej popularnych pytań czytelników zdradza ich potajemne lęki: „A jeśli przestępcy odetną ci ręce i użyją twojego czipa?”. Niestety, muszę przyznać , że jest o całkiem możliwe.

Chociaż aby przeprowadzić taki brutalny napad, złoczyńcy musieliby mieć wiele informacji. Po pierwsze, musieliby wiedzieć, gdzie dokładnie znajduje się czip. Po drugie, odcinanie żywego ciała to nie to samo co podstępne wykradanie haseł przez internet, więc oszust musiałby być wielkim desperatem albo prawdziwym bandytą. Ale tak w ogóle jest to bardzo słuszna uwaga.

Aby wyeliminować to prawdopodobieństwo, po oddzieleniu go od prawowitego właściciela czip musi stać się całkowicie bezużyteczny. Inaczej mówiąc, usunięty w taki czy inny sposób z ciała posiadacza musi zostać nieodwracalnie zniszczony.

Należy zastosować metody pozwalające uniknięcia kradzieży danych we wszystkich możliwych scenariuszach (włącznie ze stanem kontrolowanego uśpienia). Aby zmniejszyć ryzyko zhakowania czipu, można zastosować inne sposoby uwierzytelniania (jak rozpoznawanie głosu czy token sprzętowy umieszczony w miejscu znanym tylko właścicielowi).

Jeśli macie jakieś pomysły, śmiało podzielcie się nimi w komentarzu pod tym postem: co myślicie o kształcie; jakie przypadki użycia powinny być brane pod uwagę itp. Bo w tym eksperymencie chodzi właśnie o testowanie szalonych pomysłów, które mogą utorować drogę ważnym odkryciom.

 W moim kolejnym wpisie opowiem, jak ominąłem hasło mojego własnego biochipa do odblokowania ekranu telefonu, a także dam kilka uwag skierowanych do twórców aplikacji.

Z poważaniem
CHE

PS Wszystkie blogi i tweety możecie znaleźć po tagu BionicManDiary.
Możecie pytać, o co tylko chcecie – na Facebooku i Twitterze. Postaram się każdemu odpowiedzieć.

 

Zachęcam także do głosowania w naszej ankiecie: Czy zgodziłbyś się, aby wszczepiono Ci czip?